Zaznacz stronę

Programiści, którzy żyją z contentu? Tak! W The Software House funkcjonuje precyzyjnie zorganizowany proces produkcji treści firmowych, więc piszą nawet ci, którzy nie czują mięty do marketingu.

The Software House jest topowym polskim wytwórcą oprogramowania na zamówienie. W najnowszym rankingu portalu Clutch TSH zdobył tytuł The Best Software Development Company in Poland. Przy okazji kolejnego wydania magazynu Future of Team Work. Zarządzanie wiedzą w organizacjach przyjrzałyśmy się ich procesowi tworzenia contentu.
Jak sprawdzają się w praktyce pewne kluczowe założenia, popularyzowane również przez nas, niezbędne do sprawnego działania „maszynki contentowej”? TSH jest żywym przykładem, że „jednak się da!”.
O szczegółach rozmawiamy z Adamem Polakiem, szefem działu Node.js w The Software House.

Specjalistyczny content – jak on u Was powstaje?

Adam Polak, Head of Node.js: My żyjemy z treści, które tworzymy 90% treści dostępnych w formie webinariów, prezentacji, wpisów blogowych, raportów tworzą developerzy, nasi ludzie. Nie ukrywam, że wyzwaniem było przekonanie ludzi, że „pisać każdy może”, oczywiście ktoś lepiej, ktoś gorzej, ale że nie trzeba być mistrzem pióra. O dziwo nie chcieli wierzyć, że wystarczy nam, gdy napiszą coś po polsku, i że my to sobie przetłumaczymy. Nasz zespół contentowy z kilku dobrych akapitów potrafi stworzyć naprawdę merytoryczny, wartościowy materiał.

Produkcja zbiorowa! My to bardzo dobrze rozumiemy. Powiedz, jak ostatecznie przekonaliście ludzi, którzy cenią sobie swój czas i którzy często mają opory przed przelewaniem myśl na papier?

Generalnie ludzie nie chcą pisać dlatego, że nie mają czasu. W takich sytuacjach proponujemy dodatkowe dni wolne, wyciągamy z projektu, żeby coś ktoś dla nas napisał, przygotował się do prowadzenia webinaru czy prezentacji. Chodzi o to, że developerzy często nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo ciekawy temat mają pod ręką.

Jak sobie z tym radzicie?

Największy wpływ mogą mieć team liderzy, którzy wiedzą, co kto robi i kto wyłapuje do opisania ciekawe tematy biznesowe i nie tylko. Mamy też konkurs blogowy o Nagrodę GitHuba za największą ilość linijek kodu w artykule blogowym, który z czasem wpisał się w DNA tej firmy. Rozdajemy nagrody, które mają wartość obiektywną, ale są jednocześnie zabawne, jak mój krawat z lajkami za artykuł najbardziej popularny w social media. Widać, że to naprawdę napędza rywalizację, a w szczególności działową. Jest też nagroda dla działu, w którym przypada najwięcej napisanych artykułów na osobę.

Przy takiej dojrzałości procesowej zapewne nie macie problemu z zapełnianiem kalendarza wydawniczego? Jak go ustalacie? Spotykacie się w tym celu specjalnie z działem marketingu?

Kiedyś mieliśmy problem, żeby zapełnić kalendarz. Szefowie działów postawili sobie sami cel, że ich dział opublikuje 1 artykuł na miesiąc. To budowało bazę dostępnych treści, a marketing sam ustalał kalendarz. Teraz doszliśmy do takiego punktu, że mamy zbiór tematów, który by nas wszystkich interesował, i dział marketingu musi tylko zdecydować, co i jak publikować.

Wow! Marzenie każdego content marketera!

Mamy zbudowany niezły ekosystem i dzięki takiemu podejściu mogliśmy w roku pandemii zrobić ogromny skok, z 9 webinarów w roku 2019 na 17 w roku 2020. Ta forma komunikacji wymaga więcej zaangażowania, przygotowań po stronie zespołu, przećwiczenia, no i terminowości. Nauczyliśmy się też recyklingu treści: raz napisany artykuł trafia do naszego newslettera, można go też przekuć na webinar, i odwrotnie. Sam webinar może być zarówno po polsku, bardziej dla celów rekrutacji, jak i po angielsku, dla biznesu. Staramy się maksymalnie wykorzystywać, wręcz wyciskać content.

Obecność online i content w różnych formatach – wszystko zgodnie ze sztuką! A jak to jest z wyłapywaniem tych „perełek”, identyfikacją nośnych tematów? To pewien dar, ale my uważamy, że da się tego nauczyć. Jak to wygląda u Was?

U nas jest to troszkę ułatwione, bo mamy duży zestaw danych, sprzedażowych i nie tylko. Wiemy, o co pytają klienci i to nam pozwala się do tego odnosić z wyprzedzeniem, wyrazić swoją opinię branżową, np. gdy pojawia się jakiś nowy framework. Poza tym mamy projekty własne, w których eksperymentujemy ze sprawdzonymi technologiami, taki nasz R&D, albo opisujemy efekty w postaci case study. Innymi słowy, coś wykorzystaliśmy w projekcie i albo dzielimy się ze światem naszymi wnioskami, bo obróciło się to przeciwko nam, albo sukcesem. Trzecim źródłem jest sam dział marketingu, który obserwuje sieć i wyszukuje tematy wartościowe pod kątem budowania marki. Nasz dział marketingu tworzy również raporty branżowe, jak np. State of Microservices, State of Frontend, kiedy to zbieramy dane na podstawie ankiet wypełnionych przez developerów z całego świata. To również pozwala nam się odnieść do obecnej sytuacji na rynku. Czwarty filar, na którym opieramy produkcję treści, to zagadnienia, z którymi chcielibyśmy być identyfikowani, choć jeszcze nie rozpoczęliśmy konkretnego projektu z tego obszaru. Po prostu chcemy o tym napisać, żeby się wypromować. I tymi czterema przesłankami się kierujemy. 

Zawsze?

Oczywiście, że nie wszystkie tematy wrzucane na bloga muszą spełniać te kryteria. Jeżeli ktoś się czymś interesuje i chce o tym napisać, to trzeba mu dać możliwość dzielenia się tym, co uważa za fajne. Oczywiście wpis przechodzi autoryzację, redakcję, ale najfajniejsze artykuły są od ludzi, którzy czują więź z tym, o czym piszą.

Załóżmy, że przychodzi osoba na stanowisko seniorskie, liderskie, ale ten ktoś nie pracował wcześniej w tak zaawansowanej contentowo firmie i musicie go nauczyć tej Waszej perspektywy. Jak to robicie?

To szerszy temat, nie tylko na onboarding, ale też na nasz sposób udzielania feedbacku. Tematy podrzucamy na grupach mentorskich, na spotkaniach team liderów z działami, albo podczas jeden na jeden. Gdy ktoś opowiada o projekcie i ma wręcz ogień w oczach, widać, że się chce tym podzielić, wyłapujemy to i proponujemy, żeby napisał o tym artykuł. I tego też uczymy, żeby te osoby same wyłapywały najciekawsze aspekty. Nie robimy dedykowanego szkolenia z wyłapywania ciekawych tematów to jest proces, który trwa cały czas od momentu wejścia do firmy, każdy się tego uczy. Ja młodym ludziom sugeruję, żeby napisali artykuł, ale też inni mi mówią, że coś jest świetne, warte opisania.

Czyli firmowy nawyk, ale ktoś musi zacząć pierwszy, zarazić. Taki sposób organiczny, nieomal mentorski, tak?

Tak, właśnie tak to działa, i to sprawia, że jednak posty na blogu się pojawiają.

A jak tworzycie content wewnętrzny, komunikację na potrzeby firmy?

Od jakiegoś czasu publikujemy blog posty, i dopiero teraz widać, jaką to ma wartość. Jest ogromna różnica w poziomie wiedzy na temat tego, co się dzieje w firmie. Dawniej można było z kimś pogadać i dowiedzieć tego samego, ale teraz każda osoba w firmie mniej więcej wie, jakie projekty się odbywają, jakie ciekawe technologie są wdrażane. Kiedyś to była wiedza tylko dla osób, które albo były w projekcie, albo blisko niego. 

Czyli wyższy poziom transparentności dzięki contentowi. A kto pisze ten newsletter?

Jest 8 szefów działu i 3 osoby w zarządzie, razem 11, i pisanie odbywa się na zasadzie rotacji. W ten sposób nakład czasowy jest minimalny, bo co to za wysiłek raz w roku zrobić newsletter? Tydzień wcześniej robimy spotkanie w kalendarzu, jak ktoś ma jakieś pytanie, to może dołączyć, porozmawiać.

Owszem, nakład pracy w takim układzie jest niewielki, ale to dlatego, że nikt się nie wyłamuje. Okazuje się, że u Was każdy z członków zarządu umie pisać!

I to jest właśnie ciekawe: myślę, że umiemy pisać, ale też jednocześnie nie musimy umieć. W razie czego mamy świetny dział contentowy, który jest w stanie nas wspomóc. Więc jeśli jest taka potrzeba, lub ktoś się nie czuje na siłach, wystarczy, że zbierze dane, zrobi odpowiednio punkty, a już ktoś mu dalej pomoże. 

Dziękujemy bardzo za rozmowę!

Więcej o kulturze organizacyjnej w The Software House przeczytasz w naszym nowym magazynie Magazyn Smyrska PR.