Liczy się ilość

Niektórzy twierdzą, że w celu zwiększenia ruchu należy publikować dużo i często. Nie musi to być oszałamiająca, wnikliwa czy rzucająca na kolana treść. Wystarczy, że odpowiada na jakieś niszowe pytanie. 

Jeff Bezos zastosował to podejście w „Washington Post”. Dziennik obecnie publikuje 1200 postów dziennie. Steve Rayson z BuzzSumo wskazuje ten przykład na poparcie teorii „długiego ogona”, która odchodzi od skupiania się na stosunkowo niewielkiej liczbie „hitów”, czyli produktów bardzo popularnych w niektórych branżach, i koncentruje się na ogromnej liczbie istniejących niszowych produktów, tworzących tzw. „długi ogon”. Jak dotąd taka taktyka wydaje się skuteczna: w ubiegłym roku ruch na stronach „Washington Post” wzrósł o 28 procent, a dziennik wyprzedził dzięki temu swojego konkurenta, „New York Times”.

Treść ponad wszystko?

Przy tak dużej ilości treści, jaka krąży w sieci, musisz tworzyć content, który wyróżnia się na tle innych. Dostarczenie wyjątkowej wartości pomoże odróżnić Ciebie od konkurencji. 

Janessa Lantz, reprezentująca obrońców jakościowych treści, stwierdza, że jedynym sposobem na utrzymanie skuteczności content marketingu jest produkcja znacznie mniejszej ilości tekstów o większej wartości dla odbiorcy. Chodzi o to, żeby zamiast masowego publikowania jak największej ilości tekstów i generowania jak największego „hałasu” być wyraźnym sygnałem w tym hałasie. W praktyce oznacza to dobrze napisany, opiniotwórczy i unikalny materiał, którego poszukują odbiorcy. Lantz twierdzi, że marketerzy muszą stać się bardziej podobni do menedżerów produktu, poświęcających czas na to, aby stworzyć skuteczne narzędzia, oparte na głębokim zrozumieniu odbiorców.

Nie ma jakości bez ilości 

Teksty, pod którymi podpisujesz się Ty lub Twoja firma, powinny być zawsze dobrej jakości. Jednak nie musisz być ani najlepszym autorem, ani najbardziej przenikliwym obserwatorem czy znawcą mediów społecznościowych. To wytrwałość i zrozumienie pozwolą Ci zajść daleko w content marketingu. Oczywiście, nie można rezygnować z ilości, ale warto postawić też na wysoką jakość, która wciąż daje pozytywne skutki długo po udostępnieniu tekstu. Są to treści, za które ludzie zapłaciliby i o które są dosłownie gotowi prosić. 

Zobacz porównanie liczby płatnych subskrypcji „Washington Post” i „New York Times”

Jakość oznacza lepsze zrozumienie swoich odbiorców i tego, czego oczekują – a to niestety wiąże się z większą liczbą publikacji niż tylko raz w tygodniu. Im więcej publikujesz, tym bardziej się uczysz. Znaczna liczba publikacji umożliwi Ci poznanie Twoich odbiorców, a co za tym idzie – ciągłe udoskonalanie treści. Przynajmiej taką obietnicę składa mój ulubiony marketingowiec B2B, Dave Gerhardt, który na LinkedIn publikuje… codziennie!

I jeszcze jedno: im więcej będziesz pisać, tym więcej pytań otrzymasz. Wtedy wystarczy postępować zgodnie z doktryną „They Ask, You Answer”, o której napiszę więcej w kolejnym poście.